Wpis dostępny także w wersji audio

 

Zapowiadając ten wpis napisałam, że z niepokojem obserwuję temat autentyczności, duchowości, naturalności. Dlaczego z niepokojem? Bo stały się towarem.

Od kilku lat, a szczególnie od słynnej „pandemii” w internecie huczy o „duchowości”, tzw. celebryci, influencerzy nagle poszli w tę stronę i mówią o medytacjach, głosie serca, słuchaniu siebie.
Oczywiście duchowość dla każdego może oznaczać co innego, tak jak miłość, przyjaźń czy zdrada. Każdy ma swoją definicję.
W przypadku głośnej duchowości, tej, która jest obecnie w trendach (!) mamy do czynienia ze wspomnianymi medytacjami, mantrami, astrologią, naukami szamańskimi. I nie byłoby w tym nic niepokojącego gdyby nie służyło komercji.

Sama od lat się tym interesuję, niektóre praktykuję. Czasem o tym wspominam, kiedyś więcej, ale teraz zdecydowanie mniej. Nie potrzebuję tego nagłaśniać. I nie chcę, aby ktoś kojarzył to z obecnym trendem.
Mam za sobą tak zwaną fascynację duchowością. Chociaż nigdy się nią nie zachłysnęłam, a uwierzcie mi, że można. Można przepaść z kretesem. Widziałam takie przypadki na własne oczy.
Zawsze z każdej dziedziny brałam to, co było dla mnie, co czułam, nie pod wpływem innych.

Nie wszystko jest dla wszystkich.

Czytałam mnóstwo książek, o których nie było głośno tak jak teraz. Większość z nich mam w swojej prywatnej biblioteczce. Sporo możecie znaleźć w Książkowych inspiracjach na tym blogu.
W którymś momencie, kiedy miałam do czynienia z dużą ilością ludzi „uduchowionych” zaczęłam się temu dogłębnie przyglądać. Tu mam na myśli tych, z którymi miałam bezpośredni kontakt. Ale obserwowałam też tych z internetu, choć wiadomo, że w takim przypadku ciężko zweryfikować pewne kwestie. Można polegać na swojej intuicji i czuć, że coś „śmierdzi”.
Moje obserwacje tych ludzi, czyli tego co mówią z tym co robią, doprowadziły mnie do pewnych wniosków. Zobaczyłam, że (oczywiście nie wszyscy) z duchowości robią biznes dosłowny zarabiając na tym pieniądze albo okradając ludzi z energii.

Pogubionych ludzi nie brakuje, pamiętajcie o tym. W tym szalonym świecie, w tej gonitwie nie wiadomo za czym, trudno czasem się odnaleźć. Brak zachowania równowagi prowadzi do zagubienia.

I wtedy szuka się kogoś, kto „pomoże”. Polega się na nim, oddaje mu się siebie, nierzadko pieniądze. Ale efektów nie ma… A czasem jest coraz gorzej.
Ja jestem ostrożna, zachowawcza, zawsze taka byłam. W wieku nastoletnim kiedy moi rówieśnicy „korzystali z życia”, ja byłam bardzo ostrożna. Nie żałuję!

Ponad 10 lat temu był czas, kiedy potrzebowałam zmiany i poszłam w kierunku medytacji, śpiewałam mantry, interesowałam się tym, co dzieje się na niebie. Nauczyłam się słuchać siebie. Ba, mam nawet bęben szamański, który został zrobiony specjalnie dla mnie przez zaufaną osobę, a nie kupiony na aliexpress (!).
Ale nie miało i nie ma to nic wspólnego z trendami. Kiedy poczułam, że chcę mieć bęben szamański, nie były one jeszcze w trendach. I bardzo mi przykro, że są. Przykro, że ludzie nie skupiają się na tym do czego taki bęben służy, czym jest. Ważne, że można na tym zarobić. Pisałam już o tym, tu link. 

Autentyczność – to słowo wykorzystane już jest w każdej dziedzinie. Każdy jest autentyczny! Może dlatego, że znów każdy interpretuje to po swojemu 🙂
No ale trzymajmy się pewnych definicji. Szczerze to określenie trochę mi zbrzydło.
W branży fotograficznej, w której działam to słowo jest na każdym kroku i czasem szukam zamienników.

Zawsze powtarzam, że jestem obserwatorem tego, co wokół mnie i to bacznym obserwatorem. Nie łykam jak przysłowiowy pelikan. I dlatego praktycznie na każdym kroku widzę sytuacje, w których ci autentyczni wcale nimi nie są… Dotyczy to również ludzi z kręgu moich znajomych.

Teraz wystarczy napisać, użyć tego słowa na forum i sprawa załatwiona. Jestem autentyczny/autentyczna.

Naturalność to też ciekawe sprzedajne zagadnienie. Tak jak wszyscy są autentyczni to również są naturalni 🙂
I tu chciałoby się wejść w budzący emocje temat medycyny estetycznej, który jest skutecznie promowany pod hasłem „wszystko jest dla ludzi” 😉 ale czy warto wchodzić w ten temat?
Pomijam ingerencję w ciało, wstrzykiwanie sobie podobno „bezpiecznych” substancji, ale dlaczego ludzie chcą wyglądać tak samo… 

Będą tacy, a może już są, którzy obrazy wygenerowane przez sztuczną inteligencję ubiorą w autentyczność. I będą tacy, którzy w to uwierzą. Właściwie już są. Widziałam jak ludzie zachwycają się filmami, które stworzyła sztuczna inteligencja. Nie mam nic przeciwko temu narzędziu, ale tak jak wszystko trzeba używać go z umiarem i przede wszystkim informować, że jest sztucznie wykreowany.

Balans. Balans we wszystkim. Zawsze to powtarzam.

Są ludzie, mniej lub bardziej znani, którzy wykorzystują powyższe hasła do zarabiania pieniędzy. Często nie ma to nic wspólnego z ich prawdziwym życiem, to jakimi są ludźmi. Nie będę tego oceniać. Chodzi mi o to, aby mieć świadomość, że oddajesz swoją energię, swoje pieniądze za coś, co czasem jest nieprawdziwe, co jest kłamstwem.
Czy świadomie zapłaciłbyś za kłamstwo?
Dlatego warto sprawdzać i obserwować. Tego można się nauczyć. Jak? Przede wszystkim nie gonić ślepo za trendami, ograniczyć informacje pochodzące z internetu i unikać telewizji – bo to jest czyjaś wizja, niekoniecznie twoja.