Wpis dostępny także w wersji audio

 

„Jesteś stworzona na podobieństwo nieba.

Jesteś stworzona na podobieństwo roślin.

Twój zewnętrzny świat rodzi się z twoich wewnętrznych odczuć.

Nieustający cykl przemian

Słońca, księżyca, pór roku.

Jesteś stworzona na podobieństwo światła i mroku”

 

Wpis ten zaczynam pięknymi słowami Ani Ras Menet z jej książki „Kobieta w związku z naturą”. Całe nasze piękno jest we wnętrzu – ono emanuje na zewnątrz pełnym blaskiem, kiedy żyjemy w zgodzie ze sobą i jesteśmy wolni.
A tak w ogóle to do wpisu zainspirowała mnie Dagmara. 

Nie będzie to wpis o akceptacji fałdki na brzuchu czy akceptacji małych piersi. To będzie wpis o akceptacji dojrzałego ciała.

Ciała, które pod wpływem upływającego czasu się zmienia. Mam czterdzieści pięć lat i coś mogę na ten temat powiedzieć, bo z całym szacunkiem dla młodych osób – nie wiecie co znaczy mieć dojrzałe ciało. Mówienie w wieku dwudziestu lat o tym, że będzie się akceptować swoje ciało za dwadzieścia, trzydzieści lat niestety mnie nie przekonuje.
Tak jak ze wszystkim – „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”, czyli jeśli czegoś nie przeżyłeś, to nie wiesz jak to jest. Owszem, możesz domniemać, możesz próbować wczuć się w rolę. Ale to nie to samo, co stanięcie z tym twarzą w twarz.

Stanęłam twarzą w twarz ze swoim dojrzewającym ciałem, to dopiero początek mojej drogi. Ale widzę zmiany, widzę jak skóra traci jędrność, jak skóra pod oczami naznaczona jest niteczkami zmarszczek, jak moja zmarszczka między brwiami (tzw. lwia zmarszczka) się pogłębia. Akurat tę zmarszczkę mam od bardzo dawna, bo przecież kiedy się mocno nad czymś skupiam, to marszczę czoło i wyglądam groźnie. Na temat moich min, których nie kontroluję też mogłabym napisać osobny wpis 🙂 – nie raz były przyczyną dziwnych pytań czy „jestem na coś zła albo z czegoś niezadowolona?” Nie, ja tylko się zamyślam… Widzę też, jak opadnięte policzki powodują, że twarz robi się smutna.

 

 

Chyba najbardziej widoczny jest dla mnie brak jędrności i to, że skóra zaczyna „lecieć” w dół. No cóż grawitacja 🙂 Kwestia przyzwyczajenia i akceptacji, bo inaczej nie będzie. Nie zamierzam na siłę zatrzymywać młodości. Zaakceptowałam już dawno, że moje brwi nie będą już gęste nawet po stosowaniu odżywek (w młodości bezlitośnie je wyskubałam, bo wtedy gęste mi się nie podobały).

Ze współczuciem patrzę na dojrzałe kobiety, które nie mogą pogodzić się z upływającym czasem i przerabiają się na kogoś kim nie są. Często mówią, że robią to dla siebie, a mi się wydaje, że chyba niekoniecznie.

Żyjemy w czasach, w których zachowanie dystansu do tego, co się widzi to priorytet! Otaczają nas zewsząd informacje, reklamy, programy, które zrobią z nas „bóstwo” i pokazują jak mamy wyglądać!

Można być bóstwem bez botoksu i doczepianych włosów. Tak uważam, przecież taka jest kolej rzeczy. Naprawdę o wiele przyjemniej patrzę na dojrzałą kobietę, która ma zmarszczki, niż na tą, która jest nienaturalnie gładka i „naciągnięta”. Ale co tu mówić o dojrzałych kobietach, ostatnio widzę wiele młodych kobiet, dziewcząt, które poprawiają się w ten sposób. I właśnie mam takie przekonanie, że jest to robione pod wpływem innych, czyli tacy ludzie nie są wolni, bo

wolność nie polega na tym, że człowiek robi to, co chce, prawdziwa wolność to wyzwolenie się od zewnętrznych wpływów.

Jako fotograf często dostaję pytanie „czy używa pani photoshopu w celu wygładzenia twarzy i wyszczuplenia?” Moja odpowiedź – „nie, w tym celu nie używam”.
Kiedyś robiłam zdjęcia kobiecie, która miała pieprzyk koło oka, jednym ruchem mogłam go zlikwidować w programie graficznym. Nie zrobiłam tego i potem usłyszałam „bardzo go lubię”. Ta sama osoba powiedziała mi także, że lubi siebie na tych zdjęciach ze zmarszczką, bo jest na nich sobą. I z takimi osobami chętnie współpracuję, wyszczuplanie i wygładzanie twarzy na plastik nie u mnie.

Od kilku lat robię dużo, aby żyć w zgodzie z naturą. Akceptacja upływającego czasu nie oznacza brak dbania o siebie, co często słyszę. Dbam o siebie – zwracam uwagę na to co kładę na swoje ciało. Interesują mnie składy kosmetyków, dezodorantów. Wraz z tym jak zmienia się moje ciało, zmieniam się ja. Zauważyłam, że ostatnio rzadziej używam perfum – ja niegdyś perfumiara, że tak powiem. Interesują mnie te z naturalnym składem, a nawet próbuję sama je zrobić. Podobnie jest z malowaniem paznokci – jeszcze zupełnie niedawno nie do pomyślenia było dla mnie mieć niepomalowane paznokcie. Zawsze robiłam to sama – nigdy nie skusiłam się na żele czy modne hybrydy. Teraz maluję paznokcie jedynie odżywką i bardzo dobrze się z tym czuję. Owszem pewnie zdarzy mi się jakiś kolor jeszcze nałożyć, bo szuflada pęka w szwach od lakierów do paznokci 🙂 Ale zdecydowanie jasny, połyskujący paznokieć to obecnie mój wybór. Zawsze zwracałam i nadal zwracam uwagę na zadbane dłonie – czyste, wypielęgnowane paznokcie i skórki. Także u mężczyzn.

Nie mam także problemu z wyjściem z domu bez makijażu, ale lubię się też pomalować, chociaż zauważyłam, że już teraz w moim wieku im mniej tym lepiej, delikatnie, bez mocnych kolorów na powiekach, choć bardzo lubię oglądać filmiki makijażowe na youtube. Większość już nie dla mnie 🙂

Bardzo lubię moje włosy – gęste i szybko rosnące. Nie zawsze układają się jakbym chciała, schną same do kilku godzin, suszarka (rzadko używam) suszy je około czterdziestu minut i czasem dłużej, dlatego nigdy nie było opcji, abym myła włosy rano przed wyjściem do pracy 🙂 Teraz mocno się zapuściłam – mam włosy do pasa. Wiem, że jest taki schemat, który ludzie lubią powtarzać, że kobieta „ w pewnym wieku” (cokolwiek to znaczy) nie powinna mieć długich włosów. Nawet kiedyś usłyszałam takie stwierdzenie „z tyłu liceum, z przodu muzeum”. O zgrozo! A przecież przypomnijmy sobie nasze babki, prababki, które zaplatając warkocze tworzyły na głowie wianek. Włosy są naszymi antenami, odbiornikami energetycznymi, dlatego dobrze, kiedy są długie.
Pamiętam jak w młodości chciałam je na siłę skręcić, czyli zrobić trwałe loki, na szczęście do tego nie doszło. Był czas, kiedy regularnie katowałam je prostownicą. Młodość rządzi się swoimi prawami 🙂 Z pewnością minusem posiadania długich, gęstych włosów jest ilość zużywanego szamponu czy odżywek i ilość wypadających włosów. I wbrew pozorom nie każdą fryzurę można z nich zrobić.

Właściwie zawsze miałam długie włosy, choć miałam taki epizod w swoim życiu (w liceum), że ścięłam się na króciutko! Nawet moja mama mnie kiedyś nie poznała na ulicy 🙂 Pewnie też jesteście ciekawi jak wyglądałam.

Aby nie było tak słodko, że tak wspaniale akceptuję wszystko, co w moim ciele się zmienia to właśnie wyzwaniem są dla mnie siwe włosy, które mam już od kilkunastu lat i regularnie je farbuję. Myślę o tym, aby nie farbować, ale kiedy odrost staje się spory stwierdzam, że jeszcze nie teraz. Jedyne co, to przerzuciłam się na bardziej naturalne farby, aby nie faszerować się chemią. Sama jestem ciekawa czy moje podejście do siwych włosów się zmieni, bo nie uważam, że to kwestia zaniedbania, jeśli włosy są czyste. To dla mnie podstawa i także zwracam na to uwagę.

Schematów, które często bezmyślnie powielamy jest mnóstwo i często o tym wspominam. Nie róbmy tego! Jednym z takich schematów jest stwierdzenie, że kobieta po menopauzie przekwita i życie się dla niej kończy… O zgrozo! Przecież to kolejny etap w życiu jak okres dojrzewania. Już samo słowo „przekwita” niesie niskie wibracje.

„Uciążliwy” okres menopauzy pięknie odczarowała Agnieszka Maciąg w swojej książce „ Menopauza podróż do esencji kobiecości”. Polecam każdej kobiecie, warto zapoznać się z tą książką.

Zatem nie daję się zwariować, nie gonię za wieczną młodością, bo taka nie istnieje!
Chcę być sobą – naturalna, prawdziwa. Kocham siebie, kocham moje ciało, najważniejsze dla mnie, aby nogi mnie jak dłużej nosiły i głowa sprawnie pracowała.

„Tyle wie­my o so­bie,
ile nas spraw­dzo­no.
Mó­wię to wam
ze swe­go nie­zna­ne­go ser­ca”