
Wpis dostępny także w wersji audio
Zawsze ze zdumieniem czytam komentarze pod informacjami o zdarzeniach drogowych.
I zawsze odnoszę wrażenie, że komentują to sami „specjaliści”, super kierowcy, którzy nigdy w życiu nie zrobili czegoś ogólnie mówiąc – głupiego. Nigdy się nie zagapili, nigdy krzywo nie zaparkowali…
Czyżby?
Jestem czynnym kierowcą od kilkunastu lat. Egzamin zdałam za pierwszym razem, co wcale nie czyni kierowcą idealnym. Tak naprawdę umiejętności nabywa się „na produkcji”, czyli w realnym życiu.
Odnoszę wrażenie, że sporo ludzi siadając za kierownicą staje się… diabłem. Wyzwala się w nich agresja, złość. Wyładowują swoje frustracje w różny sposób:
– używaniem klaksonu (w mieście co do zasady jest to zabronione i dozwolone wyłącznie w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego) no ale wiadomo pod bezpośrednie zagrożenie można wszystko podpiąć 🙂
– krzykiem – bezpośrednim otwierając szybę bądź krzyczą sami do siebie w aucie
– no i zdarzają się sytuacje, kiedy dochodzi do rękoczynów
Jak to jest u mnie? Czy też za kierownicą staję się diabłem? A może diablicą?
Lubię spokojną jazdę, nie szybką, na autostradzie raczej pomykam prawym pasem, choć zdarza się, że wpadnę na lewy pas:) Szybkość tak naprawdę mnie przeraża, tak wiem to pojęcie względne – dla mnie szybko to powyżej 120 km/h.
Staram się nie spieszyć, bo pośpiech w każdej sytuacji jest złym doradcą.
Dzisiejsze czasy, kiedy ludzie wiecznie gdzieś pędzą i natężenie ruchu jest spore nie sprzyjają spokojnej i przede wszystkim życzliwej jeździe.
Życzliwości i kultury powinni uczyć na kursie. Nie wiem jak jest teraz – może uczą. Pamiętam sytuację z mojego kursu – jechałam po mieście z moim instruktorem, są pasy dla pieszych, pada deszcz, dochodzi pani do jezdni. To było kilkanaście lat temu, przepisy były trochę inne, mogłam przejechać. Pytam instruktora czy ją przepuścić, a on na to: to pani decyzja, ale proszę spojrzeć – pada deszcz, ta pani jest bez parasola, a my w aucie, na nas nie pada.
To mi dało do myślenia.
Lubię przepuszczać kierowców, którzy wyjeżdżają z podporządkowanej – zawsze myślę sobie, że ja tam stoję. Lubię ich uśmiech, kiedy mi dziękują, szczególnie zwracam uwagę jak za kierownicą jest starsza osoba, która widać, że się stresuje. Niech jedzie, te kilka sekund to dla mnie żaden problem.
Ale żeby nie było, że jestem tylko i wyłącznie oazą spokoju. Owszem wpadam w irytację, kiedy widzę cwaniaka. Na przykład takiego, który już z daleka na autostradzie na lewym pasie mruga światłami, przejeżdża na prawy pas, potem na lewy i przed moim autem przyhamowuje. Zawsze w takich sytuacjach jestem czujna, bo to przecież śmiertelne zagrożenie. Większość tragedii drogowych to cwaniactwo, oczywiście nie zawsze.
Irytują mnie też ludzie z telefonem przy uchu prowadzący auto – i zawsze mnie to dziwi, szczególnie jeśli widzę, że to auto, które ma możliwość podłączenia telefonu i nie ma potrzeby trzymania w rękach.
Natomiast tak zwane „pierdoły”, czyli tacy, którzy niepewnie kierują pojazdem raczej wzbudzają we mnie życzliwość, bo myślę sobie „a może to jego jedna z pierwszych jazd?” Ale kiedy taka pierdoła długo jedzie niepewnie przede mną, to jeśli mam taką możliwość wyprzedzam, bo nigdy nie wiadomo co wymyśli 🙂 ale nie trąbie na niego!!!
No i jeden z ulubionych tematów – parkowanie 🙂 tu można stworzyć poemat. Zauważyłam, że modne stało się robienie zdjęć i wrzucanie do sieci na różne grupy. Co za tym idzie komentowanie osoby, marki samochodu… Owszem zgadzam się, że niektóre marki to konkretny typ osób, bo jest taka marka, która rzadko (albo wcale) używa kierunkowskazu i pewnie wiecie o jaką chodzi 🙂 ale w życiu nie przyszło by mi do głowy, żeby to komentować publicznie.
Komentowanie, że ktoś zaparkował milimetr na linii albo poza nią. Wiecie co – staram się parkować w liniach, przywiązuję do tego wagę, nie zawsze jest to super idealnie co do milimetra i czasem widzę zaparkowane auta na ukos, nie w liniach, patrzę, uśmiecham i idę dalej. I to radzę innym. A jeśli chodzi ci o dobro innych to podejdź i grzecznie zapytaj czy może pomóc? Nie każdy jest takim super kierowcą jak ty 🙂
Tak, ci super idealni kierowcy potrafią też skomentować wypadki, pomijam te niegroźne stłuczki, ale jeśli ktoś w obraźliwy sposób komentuje wypadek, w którym ktoś zginął, to zastanawiam się po co?
Taki wypadek (pomijając okoliczności) jest tragedią dla obu stron – dla tej która zginęła i dla tej, która przeżyła i spowodowała ten wypadek. Moim zdaniem okrutne komentarze w takich sytuacjach powinny być karalne. Całkiem niedawno w moim mieście ktoś śmiertelnie potrącił pieszego na przejściu (notabene jechałam tamtędy w tym dniu, ale godzinę wcześniej). Jak zobaczyłam co wydarzyło się w komentarzach pod tym wpisem zamarłam…
Gdybyś był w takiej sytuacji chciałbyś jeszcze przeczytać takie wyzwiska? Nie sądzę…
Na palcach dwóch rąk mogę policzyć użycie przeze mnie klaksonu! Serio!
I trębacze również mnie irytują. Na szczęście nauczyłam się ich olewać (nigdy nie było to bezpośrednie zagrożenie) i nie denerwuję się, bo kiedyś wprawiało mnie to w stres.
A stres wiadomo, może spowodować coś, czego nie planowaliśmy.
Podsumowując – jeśli jesteś diabłem za kierownicą zastanów się dlaczego. Co powoduje, że z agresją komentujesz czyjąś jazdę, parkowanie. Spróbuj następnym razem zareagować łagodniej, z uśmiechem, zrób miejsce komuś, kto próbuje się wbić do ruchu, nie mrugaj światłami na autostradzie, bo nie jesteś panem/panią tego miejsca.
Nie zostawiaj złośliwych, obraźliwych komentarzy, to nic dobrego nie wnosi, napędza tylko lawinę agresji. Pomyśl o tej drugiej stronie.
Więcej empatii, zrozumienia – to przydaje się w dzisiejszym zabieganym świecie.
Chcesz zmiany? Zacznij od siebie.
Pasjonatka świadomego życia i dobrej książki. Menedżer domu, lubi pisać o tym, co przynosi życie i fotografuje uciekające chwile. Relaksuje się na rowerze i na łonie natury.
Brak komentarzy