Wpis dostępny także w wersji audio

 

Być może ktoś z was pamięta, że w moim wpisie o notatnikach wspominałam o pamiętniku Ani z Zielonego Wzgórza, w którym zawarte są cytaty. Link do tego wpisu tu
Jednym z cytatów jest właśnie „Nasze życie to wciąż tylko spotkania i rozstania” i przy nim chciałabym się dziś zatrzymać.

Bardzo to odczuwam, szczególnie ostatnio. Dotkliwie odczuwam przemijający czas. Myślę, że ma to związek z wiekiem, jestem coraz starsza, bliskie osoby odchodzą z mojej przestrzeni. Tu akurat mam na myśli odejścia związane ze śmiercią.

Nie jestem na to przygotowana. Nie wiem czy można się na to przygotować, bo jeśli nawet umiera ktoś w sędziwym wieku, to też jest ciężko.

Pisałam kiedyś o przemijaniu, pisałam o moim podejściu do pochówku. Pomimo, że mam świadomość, że taka jest kolej rzeczy, to ostatnio dopadają mnie lęki związane ze śmiercią bliskich. Kiedyś przeczytałam, że „lęk to brak miłości w duszy” – i zaczynam mocno analizować te słowa.
Trzynaście lat temu zmierzyłam się ze śmiercią mojego Taty. Zakończył się pewien etap w moim życiu. Zaakceptowałam to. Ale tęsknię. Po drodze nastąpiły inne odejścia bliskich z mojej rodziny, z którymi mam wspaniałe wspomnienia. Kiedy wspominam moje dzieciństwo rozczulam się. Jestem dojrzałą kobietą, ale często mam przed oczami małą Monisię z warkoczami do pasa. To jest ten czas, który kojarzy mi się z dziecięcą, uroczą naiwnością i bezpieczeństwem, jakim otaczali mnie moi Rodzice. 

Ale żeby nie było tak smutno, to nasze życie to także spotkania. Różne. Przekonałam się, że nawet te niekomfortowe są potrzebne. I tu idzie mi zdecydowanie lepiej niż w przypadku rozstań, nauczyłam się akceptować, że nie wszystkie relacje są „na zawsze”. 

 

Jako dziecko, nastolatka i dorosła osoba byłam mocno przywiązana do ludzi, próbowałam ratować za wszelką cenę relacje, które się rozpadały, trudno było mi zrozumieć, że ktoś odchodzi. W mojej głowie wówczas tkwił schemat, że kiedy ktoś odchodzi to znaczy, że mnie nie chce, że coś ze mną jest nie tak. Szukałam być może akceptacji w innych. 

Na szczęście życie stawia przed nami różne sytuacje, nie po to, aby nam dokuczyć, ale po to, aby nas nauczyć. Jestem za to wdzięczna, choć czasem boli. Ale potem jest ulga.
Przez ostatnie kilka lat miałam sporo sytuacji, kiedy ktoś pojawia się w moim życiu, jest super, a potem znienacka odchodzi – czasem bez „pożegnania”. W końcu nauczyłam się, że tak ma być, bo często w ich miejsce wpada nowa osoba. Nie mam już poczucia, że to ze mną coś jest nie tak. Sama również, kiedy źle się czuję w jakiejś relacji urywam kontakt.
Dla swojego dobra, zdrowia.

Te niekomfortowe spotkania o których wspomniałam nauczyły mnie asertywności, stawiania granic. 

Z wiekiem uczę się akceptacji, tak jest łatwiej, nie na wszystko mamy wpływ, ale mamy wpływ na to, jak do tego podejdziemy. I to jest klucz. Zawsze mamy wybór. 
Mam świadomość, że wyzwania związane ze śmiercią bliskich – w moim przypadku Mamy – są przede mną, nie jest mi z tym łatwo, ale ufam, że przejdę przez to z akceptacją i poczuciem wdzięczności za to, co od Mamy dostałam. 

Uczę się także rozstawać z wszelkimi przyzwyczajeniami, bo przecież nic nie jest dane nam na zawsze. Uczę się, bo również niełatwo mi to przychodzi. Przywiązuję się nie tylko do ludzi, ale i do miejsc. Nie jestem typem Nomada, który może mieszkać wszędzie i często zmienia miejsca zamieszkania. Podobnie z pracą, nie zmieniałam jej często. Ceniłam stabilność i strefę komfortu. Ja nie lubię nawet częstego przemeblowywania domu 🙂 
Ale wiem, że trzeba być otwartym na zmiany, bo to jedyna pewna w życiu. Szczerze zazdroszczę ludziom, którzy z lekkością podchodzą do zmian, mają mniej stresów z tym związanych. U mnie nie ma tej lekkości – owszem podejmuję się zmian, ale czasem jest to droga przez mękę, zużywam na to sporo energii, zbyt dużo…

Są takie zmiany, które nie przyszły mi lekko, ale dały niesamowitą radość i ulgę. Jestem zadowolona i dumna z siebie, bo wiem ile mnie to kosztowało. 

 

Chciałabym, abyście podzielili się swoim podejściem do zmian, do rozstań. Lubię słuchać innych perspektyw. To czasem pomaga mi w podjęciu własnych decyzji.