Na początku chciałabym się skupić na wydaniu tych książek – twarda, mocna okładka, duży format – czuć konkret jak trzyma się je w dłoni. Wydane przez Wydawnictwo Literackie.

Nie pamiętam jak dowiedziałam się o tych książkach, a zwracam na to uwagę, bo przecież nie ma przypadków. I choć książki mogą sprawiać wrażenie, że są skierowane do młodszych czytelników, to zdecydowanie uważam, że również dorośli z wrażliwą duszą się w nich odnajdą.

 

 

To, co mnie przyciągnęło do nich to ilustracje autorstwa Lisy Aisato. Wspólnie z autorką stworzyły piękne dzieła.

 

Pierwsza trafiła w moje ręce „Śnieżna siostra”, która zresztą doczekała się ekranizacji – polecam obejrzeć. Ja płakałam na nim.

Potem „Strażniczka Słońca”, ostatnio „Pani Wiatru”.
Wspomnę tu jeszcze o „Życiu” Lisy Aisato i „Opowieści wigilijnej” Dickensa ilustrowanej przez Lisę Aisato.

 

 

To taka moja kolekcja.

 

Każda z opowieści Mai Lunde tworzy piękne przesłanie, przenosi nas dorosłych do świata, który z czasem jest coraz dalej nas, ale wciąż w nas jest – świat dziecka – ten beztroski, bezpośredni, pełen emocji i… uroczej ufności.

Na moim blogu pisałam już o jednej książce Mai Lunde – „Historia pszczół” 

Jestem fanką ilustracji Lisy Aisato, bardzo do mnie trafiają.
Dlatego, kiedy dowiedziałam się o jej książce „Życie”, wiedziałam, że muszę ją mieć. Porusza mnie już opis na tylnej okładce:

„Najpierw jesteśmy dziećmi.

Z ciekawością odkrywamy świat.

Wszystko jest intensywne i nowe.

Gdy dorastamy, poznajemy smak buntu i pierwszych rozczarowań.

Wreszcie wchodzimy w dorosłość. Dokonujemy wyborów na własny rachunek. Jeśli mamy szczęście, otacza nas bliskość, miłość, ciepło.

Zabiegani, roześmiani nie zauważamy starości. Ona zawsze zaskakuje. Tylko w naszych oczach wciąż wiele dziecięcej wiary i ufności.”

Zamieszczam kilka zdjęć, abyście mogli zobaczyć o czym piszę – może te ilustracje i opowieści trafią również w waszą wrażliwość.

 

 

Zachęcam chociażby do wypożyczenia w bibliotece (co ostatnio jest mi bliskie), ale te książki są tak piękne, że musiałam je mieć w swojej prywatnej biblioteczce.